Coraz częściej różnego rodzaju leśne zwierzęta można spotkać w terenach zamieszkałych przez ludzi. Mieszkańcy niejednokrotnie dokarmiają je albo się ich boją ze względu na choroby jakie mogą przenosić .
Strażnicy w ramach swoich zadań zaglądają również na tereny leśne. I to nie w poszukiwaniu grzybów tylko w poszukiwaniu miejsc zaśmieconych.
Jest kilka miejsc w mieście gdzie młodzież szkolna upodobała sobie jako miejsce spotkań pod chmurką. To też mundurowi otoczyli te miejsca szczególną opieką zaglądając tam częściej niż gdzie indziej.
To, że Gminy od lipca przejmują
gospodarkę odpadami poprzedzone jest szeroko prowadzoną kampanią informacyjną.
Przy jednej z ulic w mieście na posesji prywatnej
pojawił się nieproszony gość. Właściciel zdziwiony
odwiedzinami poinformował strażników.
Mundurowi w sezonie
grzewczym otrzymują zgłoszenia od mieszkańców dotyczące wydobywającego się z
komina smrodku. Mimo, że prowadzona
jest szeroka kampania w tym kierunku nadal zdarza się, że do pieca trafia nie
tylko węgiel.
Od dyżurnego KPP strażnicy dostali informację, że na jednym z
przystanków autobusowych „pies skacze po ludziach". Mundurowi udali się na
miejsce i jakież było ich zdziwienie
gdy dostrzegli kobietę, znaną im z zamiłowania do
mocniejszych trunków, która siedząc na chodniku prawą ręką kurczowo przyciskała do ciała, jak największy skarb - dwie butelki wina, a w tym czasie
duży pies szarpał Jej lewą rękę.
Do siedziby straży miejskiej przybyła w tekturowym pudełku z PKP. Trafiła do weterynarza, który ją dokładnie zbadał. Jak się okazało, miała złamaną nogę . Jak do tego doszło nie ustalono.
W ramach przeglądania „dzikich" worków złożonych przy pojemnikach igloo, ok. północy strażnicy nie mogli wyjść ze zdziwienia gdy w worku odnaleźli dokumenty, które na co dzień przechowuje się w chronionym miejscu.
Chodnik i trasa rowerowa przed Biedronką znów stały się powodem do zainteresowań strażników miejskich. Jeszcze niedawno należał do właściciela Biedronki i był terenem prywatnym wygrodzony słupkami skutecznie ograniczał „najazd" kierowców, którzy za wszelką cenę chcieli podjechać pod same drzwi sklepu. Obecnie należy do Gminy Sucha Beskidzka i jest terenem publicznym, obowiązują na nim przepisy ruchu drogowego.
Na jednym z przystanków autobusowych w biały dzień kilku mężczyzn urządziło sobie melanż.
Wyeksponowana butelka stała w centralnym
miejscu na ławce, obok mężczyźni
„jarając szlugi" co rusz przechylali kieliszek za zdrowie kolegów.
Pierwsze opady
śniegu utrudniły nieco poruszanie się po
mieście szczególnie tym, którzy mieli
wracać do domu po całonocnej zabawie.
Mimo, że wywóz odpadów na terenie miasta Sucha Beskidzka jest dobrze zorganizowany i znacznie wzrosła świadomość mieszkańców w zakresie gospodarowania odpadami nadal zdarza się, że metoda pozbywania się śmieci odbiega od przyjętych norm.
Zdając na prawo jazdy uczymy się przepisów ruchu drogowego, które z czasem zacierają się w naszej pamięci. Wielu doświadczonych kierowców pamięta tylko zakaz „parkowania” chociaż takiego znaku nie ma i nigdy nie było.
Zwykle bezdomne zwierzęta są w kręgu zainteresowań suskich strażników miejskich. Ten mieszkał w lesie więc nie był bezdomny ale wyskoczył na chwileczkę poza obszar zamieszkania siejąc postrach wśród mieszkańców osiedla. Ludzie poczuli się zagrożeni gdy pod Ich domami zjawił się zwierzak z kopytami. Mundurowi w towarzystwie weterynarza przybyli na miejsce przecierali oczy ze zdumienia. Zwierze nie było jednak w pełni sprawne i pewnie dlatego szukało pomocy wśród ludzi…….
W okolicach basenu w Suchej Beskidzkiej na trawniku „zalegało" kilku mężczyzn. Do stolicy powiatu przybyli pociągiem we czterech, w towarzystwie czworonoga. Jak się okazało byli mieszkańcami okolic Krakowa . Musieli „polufować" dzień wcześniej, bo po ósmej godzinie rano jeszcze ich sen trzymał. Jedyny trzeźwy - pies, pilnował ich bacznie obserwując okolice. Mundurowi przywrócili Ich do pionu wskazując kierunek na Kraków......
Szum wody nad wodospadem sprzyja wypoczynkowi. Mężczyźni pierwsze mocno nadwyrężyli swoją wątrobę a później zasnęli snem kamiennym.
Mundurowi w ramach „ruchu pieszego” weszli za garaże przy ul. Zielonej. Tam dostrzegli dwóch mężczyzn i kobietę. Nie byłoby w tym nic dziwnego, bowiem jest to ulubione miejsce spotkań towarzyskich.
Gdy miał gdzie mieszkać, nie dbał o to. Miłość do alkoholu, towarzystwo kolegów o tych samych zainteresowaniach doprowadziło do utraty dachu nad głową.
Wydawać by się mogło, że czyn społeczny stosowany w latach minionej epoki odszedł do lamusa - nic bardziej mylnego.